Czytelnia‎ > ‎

Felieton: Zasmakujcie i zobaczcie

opublikowane: 16 cze 2013, 13:17 przez Tamara Samsonowicz   [ zaktualizowane 16 cze 2013, 13:18 ]
 - autor: Dominika Kovačević (za: cerkiew.pl) - Niedzielny obiad z kilkoma znajomymi prawosławnymi. Nie, wbrew tytułowi, ten tekst nie będzie o tym, co pojawiło się na naszych talerzach. Będzie on o Pokarmie przewyższającym ludzki język. Oczywiście, ten Pokarm to Ciało i Krew Chrystusa – cs. Priczastie. Co to słowo oznacza dla mnie? Brać udział, pobożnie uczestniczyć, jednoczyć się, uświęcać się, dziękować, uwielbiać. I pewnie jeszcze kilka innych czasowników mogłabym dopisać. Dlaczego, zatem, tak wiele osób w naszej Cerkwi nie przystępuje do Eucharystii, nie priczaszczaje się?…

Tak, właśnie o tym rozmawialiśmy w trakcie tego niedzielnego obiadu. Rozmawialiśmy my, prawosławni o różnym pochodzeniu zarówno narodowo-etnicznym, jak i religijnym – „rdzenni” oraz konwertyci, lecz zgodni w obserwacjach: w większości parafii polskiej Cerkwi normą jest garstka przystępujących do Eucharystii, a bywa, że jedynym spożywającym Ciało i Krew Chrystusa jest kapłan sprawujący Liturgię. Tak jakby Liturgia była tylko do odstania, a nie do uczestniczenia – a bez Priczastia nie ma pełnego udziału w Liturgii, gdyż Eucharystia to Liturgia, a Liturgia to Eucharystia. Wydawałoby się, że to temat stary, dokładnie omówiony. Ale problem jednak wciąż istnieje. I w tym momencie należy sobie samemu zadać pytanie: dlaczego ja nie przystępuję, nie odpowiadam na to wezwanie-proroctwo psalmisty: Zasmakujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan[1]? Oto kilka odpowiedzi, zaczynających się od słówka „bo”:

Nie można przystępować za często 
To jest dość częsty, a przy tym obszerny argument. Często w jego obronie przytacza się wezwanie, by przystępować „cztery razy do roku”, tj. raz w trakcie każdego z czterech wielodniowych postów. Mało kto z podających ten argument pamięta, że to jest absolutne minimum dane ludziom mniej związanym z Cerkwią, aby się już zupełnie nie zatracili w ziemskim życiu. Tymczasem starożytne kanony, de facto wciąż obowiązujące, mówią o tym, że jeśli ktoś trzy niedziele z rzędy nie był u Eucharystii, zostaje wykluczony z Cerkwi! I nie jest to bynajmniej zwyczajne ludzkie prawo, lecz naturalna konsekwencja – skoro Cerkiew to Ciało Chrystusa, a my Go nie przyjmujemy regularnie, to jak możemy być członkami Cerkwi? Dlatego też największą karą – czy raczej: pokutą – jaką Cerkiew może nałożyć na człowieka, jest zabronienie na jakiś czas przystępowania do Eucharystii.

Ponadto, w żywotach świętych zarówno z pierwszych wieków, jak i zupełnie współczesnych, często znajdziemy wzmianki o tym, że przystępowali oni często do Priczastia. Już widzę, jak ktoś podaje przykład św. Marii Egipcjanki – ale to jest wyjątek potwierdzający regułę, można by rzec, różne są Ścieżki Pańskie. Albo ktoś powie, że „żaden ze mnie święty”, a więc…

Nie jestem godny/-a
 
Równie często słyszany argument. Tymczasem nikt z nas nie jest godny, każdy grzeszy. Lecz, po pierwsze, nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają[2]. Grzech to choroba, a lekarstwem są Sakramenty – Święte Tajemnice, a zwłaszcza Tajemnica Tajemnic, czyli Priczastie. Po drugie, to sam Chrystus chce się z nami łączyć, mimo naszych grzechów: On zstąpił do naszej słabej natury, stał się za nas Paschą, sam siebie złożył jako ofiarę, wołając: „Spożywajcie Moje Ciało, i umacniajcie się w wierze”[3]. I owszem, słyszymy tuż przed udzielaniem Eucharystii „Święte świętym”. Jednakże nie jest to stwierdzenie faktu, lecz wezwanie do świętości (poza tym, w Nowym Testamencie często ogółem chrześcijan określa się mianem „świętych”). Świętość, przebóstwienie – to jedność z Chrystusem, a to możemy osiągnąć tylko poprzez Priczastie.

Bywa jednak też tak, że usłyszymy wręcz przeciwny argument…

Nie ma takiej potrzeby 
Ktoś powie, że nie jest z nim tak źle, żeby często przystępował do Eucharystii. Ale gdyby było tak dobrze, nie denerwowałby się ciągle, nie zazdrościłby, nie odkładałby modlitwy na później itd., itp. Chrystus wyraźnie mówi: Kto nie będzie spożywał Mego Ciała, i pił Mojej Krwi, nie będzie miał życia w sobie[4]. Ktoś inny w ramach tego argumentu może natomiast stwierdzić, że wystarczy przystępować na specjalne okazje, jak dzień imienin, ślub, pogrzeb, wielkie święto. To zatem, dlaczego Boska Liturgia sprawowana jest, poza Wielkim Postem, każdego dnia i na każdej pada wezwanie „z wiarą i bojaźnią przystąpcie”? Te słowa, zresztą jak cała Liturgia, to nie rytuał: to się dzieje tu i teraz, i tylko od nas zależy, czy będziemy chcieli stać się uczestnikami Paschy Chrystusa – bo tym jest również Eucharystia, źródłem nieśmiertelności, przejściem ze wszystkiego, co złe, do wszystkiego, co dobre. Może jeszcze usłyszymy od kogoś, w związku z brakiem poczucia potrzeby:
 
Przystąpiłem/-am niedawno
„Niedawno” – względne pojęcie. W ostatnim poście? W ostatnie wielkie święto? Na ostatniej uroczystości rodzinnej? A może w zeszłym miesiącu? Albo wczoraj? Niezależnie od tego, kiedy by to nie było, wezwanie „zasmakujcie i zobaczcie” jest zawsze aktualne, patrz kilka linijek wyżej. Skoro przyszedłeś/-łaś na Liturgię, mimo że byłeś/-aś na niej również wczoraj, to znaczy, że masz taką potrzebę. Wcale nie spełnienia jakiejś formalności, lecz spotkania z Bogiem żywym. A najpełniejszą formą tego spotkania jest Święte Priczastie. Ale zaraz, co się dzieje, jeśli to jest właśnie np. Poniedziałek Paschy?
 
Nie ma okresu postnego
 
No właśnie. Często bywa tak, że ktoś nawet regularnie przystępuje w poście, ewentualnie również w pierwszy dzień święta, do którego ten post przygotowywał, ale już w drugi dzień świąt nie. Bo są tacy, którzy myślą, że „nie wypada” po przyjęciu Eucharystii zjeść np. mięso na obiad. Lecz post obowiązuje przed przyjęciem Tajemnic Chrystusowych w ramach procesu przygotowawczego, a nie po fakcie – pościmy przed Paschą, a nie w trakcie Niej. Często w typikonie[5], przecież w pierwszej kolejności przeznaczonym dla mnichów, możemy znaleźć wskazówki w różne święta o „spożyciu po Liturgii obfitego posiłku”. Spotkamy też nieraz taką osobę, która nie przystąpi, bo zjadła np. mięso dzień wcześniej. Tu należy pamiętać, że post obowiązuje od północy rozpoczynającej dobę, w trakcie której zamierzamy priczastitisja, a nie jeden, trzy czy siedem dni poprzedzających.
 
Kwestia spowiedzi
 
Można to rozumieć dwojako. Albo ktoś ogółem się boi wyspowiadać – a bez odpowiedniego stanu duszy, oczywiście, przystąpić do Eucharystii nie można, bo gdzież podziewa się wtedy ta „bojaźń” z wezwania Liturgii – albo kogoś męczy perspektywa częstej spowiedzi, jeśli ktoś chciałby przystępować regularnie. Co do pierwszej sprawy – należy pamiętać, że spowiedź to leczenie, i tak jak w przypadku ludzkiego organizmu, tak i w sferze duchowej, lepiej mieć stałego lekarza, tzn. stałego spowiednika. Zaś co się tyczy drugiej wątpliwości – często tworzymy sztuczny sakrament „spowiedzi i Eucharystii”. Jednakże, jak wiemy to z kart Ewangelii, a także praktyki Cerkwi na przestrzeni wieków, to są dwa różne sakramenty. Powiązane, lecz nie tożsame. Spowiedzi nie można traktować tylko jako przepustki do Priczastia, a Priczastia jako skutku spowiedzi. Z błogosławieństwa spowiednika możliwy jest udział w Tajemnicach Chrystusowych bez spowiedzi za każdym razem tuż przed tym. Owszem, wiele grzeszymy, lecz niemożliwe jest przystąpienie zupełnie bez grzechu, nawet jeśli wyspowiadamy się 5 minut przed Eucharystią. To jest osobny problem, więc pragnęłam go tu tylko zaznaczyć, gdyż jest to częsta przeszkoda (sic!) w przystępowaniu do Komunii. Wreszcie, jeśli ktoś upora się ze wszystkimi powyższymi argumentami, może pojawić się myśl, że…
 
Nie chcę się wyróżniać 
Prawda, nikt nie chce być wytykany palcami. A to, niestety, grozi, jeśli ktoś zacznie regularnie podchodzić do Świętej Czaszy – w końcu priczastników zazwyczaj jest kilku (nie licząc dzieci), więc siłą rzeczy, ktoś taki zacznie się wyróżniać. A wtedy od razu mogą pojawić się jakieś komentarze i zapytania, zwłaszcza jeśli to mała parafia i/lub miejscowość. Lecz to powinno być tylko wezwaniem do odpowiedzialności za siebie i innych. Jak mawiał św. Serafim Sarowski: Zbaw siebie, a zbawią się wokół ciebie tysiące. Niech ludzie widząc Ciebie przystępującego zobaczą, że Priczastie to droga do Zbawienia, do wiecznej radości. Zachowując się pokornie, bez myśli „ja jestem taki/-a super, bo przystępuję, a wy nie”, przyciągniesz do Zbawiciela innych.

Droga siostro, drogi bracie w Chrystusie! Jeśli widzisz u siebie jeden lub więcej z podanych symptomów, to niechybny znak, by coś z tym zrobić: Eucharystia to wyraz naszej – chrześcijan – łączności i jedności między sobą, a przede wszystkim z Bogiem. Nie przyjmując Ciała i Krwi Chrystusa, tracisz tę łączność i jedność. Lecz nie działaj na własną rękę, gdyż Eucharystia/Priczastie to lekarstwo, a przed przyjęciem każdego leku należy skonsultować się ze specjalistą – w tym przypadku duchownym – gdyż każde niewłaściwe stosowanie może zagrażać życiu (wiecznemu) lub zdrowiu (duchowemu).

 

Dominika Kovačević – absolwentka dwujęzycznego liceum hiszpańskiego. Posiada serbsko-polskie pochodzenie. Pasjonuje się liturgiką i hymnografią, prawosławiem orientalnym oraz szeroko pojętą historią. Dużą część czasu poświęca nauce oraz nauczaniu języków obcych. Jak przystało na Serbkę, poza okresami postnymi usposobiona rozrywkowo. Ulubiona forma spędzania wolnego czasu to słuchanie muzyki skrajnie różnych gatunków i oglądanie klasycznych kreskówek, a przede wszystkim spotkania ze znajomymi. Jej wciąż niezrealizowanym marzeniem jest studiowanie arabistyki.

[1] Ps. 33
[2] Mt 9, 12
[3] por. irmos trzeciej pieśni Kanonu Wielkiego Czwartku
[4] por. J 6,53
[5] cs. ustaw – księga zawierająca prawidła liturgiczne i żywieniowe
Comments