Czytelnia‎ > ‎

Kryzys

opublikowane: 18 sty 2013, 09:00 przez Tamara Samsonowicz   [ zaktualizowane 18 sty 2013, 09:47 ]
 - Autor: s. Elżbieta (Niczyporuk) (za: cerkiew.pl)
 - „Winowajcą” najróżniejszych problemów ekonomicznych i społecznych jest ostatnio nikt inny jak kryzys. To wszystko przez kryzys, nie da rady, bo kryzys, gdyby nie kryzys, to pewnie zdobyłoby się jakieś fundusze na to i na tamto… W sumie większość naszych niepowodzeń czy to w pracy, czy na uczelni, czy w ogóle w życiu można by było pod to podciągnąć. Nie ma pracy, bo kryzys… i tak bez końca.

Może warto czasami się zastanowić, skąd taki kryzys się bierze?

Sam temat „kryzys” jest bardzo prowokujący i odpowiedzi na to pytanie z pewnością byłyby bardzo różne. Przypuszczam, że w rezultacie i tak winni takiej sytuacji byliby politycy, duże koncerny, banki itd. Takie rozumowanie i jednocześnie narzekanie niczego jednak nie zmienia. I choć byśmy obwinili cały świat i udowodnili mu winę, to i tak niczego to nie zmieni.

W 2012 r. wydawnictwo „Bratczyk” wydało książkę pt. Listy misjonarskie autorstwa św. Mikołaja Serbskiego. W jednym z listów skierowanym do pewnego kapłana biskup Mikołaj porusza problem światowego kryzysu przed drugą wojną światową. Myślę, że można to doskonale odnieść również do naszej epoki, bo jak się okazuje, problem jest bardzo na czasie. Słowo kryzys pochodzi z języka greckiego i oznacza sąd. W Piśmie Świętym ten termin występuje dość często i oznacza sąd Boży nad ludźmi za złe uczynki, za odstępstwo od Boga, za bałwochwalstwo, zawiść, nienawiść, chciwość, zakłamanie, obłudę, brak opamiętania i pokuty. I w gruncie rzeczy wszystko, co złe zachodzi w świecie, jest wynikiem naszego wewnętrznego kryzysu – kryzysu wartości – braku Boga w naszym sercu.

Współczesny święty grecki starzec Paisjusz (1924-1994) mówił, że jedynym realnym sposobem zmiany świata na lepsze jest zmiana samego siebie. Jeżeli jesteśmy w stanie coś zmienić, to tylko siebie. Nikt nie mówi, że to łatwe – gdyby było łatwe, to nie miałoby żadnej wartości.

Ojciec Paisjusz był opiekunem duchowym żeńskiego monasteru w Souroti. Mówił siostrom, że ogólnie za zaistniałe trudne sytuacje – wszędzie – powinny obwiniać siebie. Jedna z mniszek, zupełnie zdumiona taką odpowiedzią, spytała, czy jeśli ktoś jest bardzo chory i strasznie się przy tym męczy, to jest jej wina? Ojciec Paisjusz spokojnie odpowiedział, że jak najbardziej jej, bo gdyby była święta, to by takiemu człowiekowi pomogła swoją modlitwą i chory by wyzdrowiał. Skoro jednak zbyt mało pracuje nad sobą, to i inni się przez nią męczą.

Może warto by było przy okazji Nowego Roku i modnych przy tym postanowień pomyśleć o sobie w świetle kryzysu. Na czym polega mój kryzys? Bo nie wierzę, że kogoś z nas ten temat nie dotyczy. I nie chodzi tu o jakieś kompleksy, stany depresyjne i pogrążanie się w rozpaczy. Prawosławna duchowość uczy zupełnie czegoś innego. Jeżeli płakać nad sobą, to z nadzieją, że chcę siebie naprawić.

Kiedyś starca Paisjusza odwiedził na Atosie pewien młody chłopak, który postanowił zerwać wszelkie relacje z Cerkwią, bo nie był w stanie nie popełniać grzechów cielesnych. Te namiętności, jak mówił, były silniejsze od niego i nie widział nadziei na poprawę. Ojciec Paisjusz dodał mu chęci do życia prostym stwierdzeniem: Ty rób wszystko, co dasz rady, a Dobry Bóg widząc twoje staranie zrobi za ciebie to, czego nie jesteś w stanie zmienić. Jeżeli szczerze chcemy zmienić siebie na lepsze, to naszym najwierniejszym sprzymierzeńcem i pomocnikiem będzie sam Bóg.

Inny wielki święty – św. Serafim z Sarowa – mówił, że wystarczy zbawić siebie, żeby przy tym zbawiły się tysiące innych ludzi. Żywy przykład jest cenniejszy niż przeczytanie tysięcy książek.

Zamiast obalać różne władze i rządy mając nadzieję na zmiany i wyjście z kryzysu, może o wiele korzystniej jest ludziom obalić własne rządze? Może zamiast szukać poparcia w partiach i ugrupowaniach lepiej jest szukać poparcia u Boga? A jeżeli z nami Bóg, to któż przeciwko nam?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
S. Elżbieta (Niczyporuk) życie mnisze rozpoczęła już po ukończeniu szkoły średniej. Studiowała teologię prawosławną w Polsce i Grecji. Obecnie organizuje życie monastyczne we wsi Zaleszany na Podlasiu, jedynej prawosławnej wspólnoty w Polsce pod orędownictwem św. męcz. Katarzyny, gdzie męczeństwo pomordowanych tu w 1946 r. wiernych daje nadzieję na budowę życia w modlitwie. W zeszłym roku ukazała się jej płyta „Śpiewając z aniołami”, w tym roku pojawi się kolejna.
Comments