Czytelnia‎ > ‎

Szukając tożsamości

opublikowane: 2 lut 2013, 07:19 przez Tamara Samsonowicz   [ zaktualizowane 2 lut 2013, 07:44 ]
 - Autor: Justyna Fiedorczuk (za: cerkiew.pl)
 - Jedną z najistotniejszych kategorii psychologii jest pojęcie tożsamości. Najogólniej należy rozumieć je jako odpowiedź na pytanie "kim jestem" i właśnie ta odpowiedź bywa najbardziej kłopotliwa w dobie uniwersalizowania naszych tożsamości. Wszyscy mamy być "top" (najlepiej "model"), "trendy" i "cool", a poza tym "nic nie może nas zatrzymać" (jak twierdzą w reklamach), bo przecież "jesteśmy tego warci" i zasługujemy na to, co "najlepsze".

Dostajemy przy tym jednoznaczne wykładniki co do tego, czym jest owo "najlepsze". Tymczasem śmiało (choć pewnie budząc kontrowersje) do wielu rodzajów tożsamości dorzuciłabym jeszcze jeden, odrębny od innych, a niezmiernie istotny, a mianowicie - tożsamość prawosławnego, zwłaszcza z Podlasia (chociaż nie tylko). Dostrzegam z obawą, iż bywa to tożsamość rozproszona.

Coraz częściej obserwuję zmaganie się ludzi z ustaleniem kim są. Przez lata "bycie prawosławnym" podszyte było "wstydem". Czy dzisiaj jest lepiej?

Myślę, że mamy w tym dwie sprzeczne tendencje. Z jednej strony coraz odważniej słyszę "jestem prawosławny", a z drugiej, jako wychowawca, największy kłopot mam zawsze z ustaleniem, kto w nowej klasie na jaką religię będzie uczęszczał. Moi wychowankowie mają naście lat, zaczynają ostatni etap edukacji szkolnej - szkołę średnią. Nie powinno być więc kłopotu z tym, jakiego są wyznania. Tymczasem sytuacja w tym roku postawiła mnie wręcz pod ścianą. Kilkanaście osób odwlekało decyzję co do religii - zaczęłam więc "badać sprawę" i ze smutkiem muszę powiedzieć, iż nasila się tendencja do pozostawiania tej decyzji samemu dziecku - "niech samo wybierze, gdzie chce chodzić". Od rodziców słyszałam ciągle zdanie: "jesteśmy otwarci". Pytałam - na co? Na brak wiedzy o sobie? Nie odpowiadali.

Coraz większa grupa młodych osób zmienia religię (jako zajęcia lekcyjne) w zależności od typu szkoły. Rodzice deklarują się jako osoby prawosławne, natomiast swemu dziecku pozostawiają możliwość wyboru. Jaki jest ten wybór? Najczęściej - żaden. Skutkiem czego "gdzieś chodzą", ale są cieniami siebie samych. Na nic zdadzą się działania katechetów, wychowawców jeśli nie ma tu wsparcia rodziny. Możemy pokazywać, stwarzać możliwości, nie możemy jednak zmuszać. Opowiadam zawsze w swojej klasie o sobie, aby nie być tylko "osobą z dziennikiem", ale stawać się w ich życiu przewodnikiem i towarzyszem okresu dorastania. Życie pokazało mi, że tylko autentyczność może pozwolić na to, aby narodził się wzajemny szacunek. Oczywiście, zawsze znajdzie się oporny, z założenia walczący z "belfrem", natomiast mnie cieszy ta walka. Dlaczego? Bo zazwyczaj ten "walczący" staje się największym sprzymierzeńcem, a jego walka to prośba o uwagę. Poza tym zawsze trzeba docenić wojownika - jeśli ma dobrą "strategię" - jest inteligentny! A wtedy dogadamy się szybciej - idziemy przecież w jednym kierunku, razem zlikwidujemy przeszkody na drodze do celu.

Podczas zorganizowanego ostatnio spotkania z rodzicami poprosiłam ich o wypisanie na kartce minimum 5 ról, jakie pełnią w swoim życiu i jakie uważają za najwięcej o nich mówiące. Pojawiło się mnóstwo odpowiedzi typu: ojciec, matka, syn, córka, pracownik (z wymienianiem zawodów), mąż - żona, kilka razy - Katolik, Jehowy, ale nigdy - Prawosławny. Czy nie było osób prawosławnych w tej grupie? Były, prawie połowa.

Zaczęliśmy więc z chętnymi rozmawiać o tym, skąd uczymy się wypełniania ról społecznych. Odpowiedź była oczywista - od osób znaczących, a tymi są często najbliżsi. Wielu spośród moich prawosławnych uczniów mieszkających na stałe w mieście, których rodzice także tutaj się urodzili, nie potrafiło powiedzieć, gdzie jest ich cerkiew, ich parafia. Nieobecność na święta zaś bardzo chcieli usprawiedliwiać pisemnie, tłumacząc ją wyjazdem wypoczynkowym, sytuacją rodzinną. Świąt się nie usprawiedliwia, to oczywiste. Wspólne klasowe omówienie tradycji chrześcijańskich na Podlasiu - traktowali z obawą. I tu - zaskoczenie, pozytywne. Ci z zdeklarowaną tożsamością prawosławną sami przejęli inicjatywę - wyciągnęli rękę ku zagubionym. Zaprowadzili do katedry, chociaż wywodzą się z miejscowości pod białostockich. Razem w katechetą rozluźnili napięcie, jakie wywoływała w nich "konieczność redefiniowania tożsamości". Dlaczego "konieczność"? Odpowiem stwierdzeniem samych uczniów: jeśli dorosły nie wie kim jest, nigdzie nie idzie w niedzielę czy na święta, to może coś złego jest w tym, aby wiedzieć i iść?

Zdarza mi się słyszeć na szkolnym korytarzu uczniów mówiących "po swojemu". Ci, którzy wiedzą, że jestem prawosławna, nawet gdy ich nie uczę - przychodzą z życzeniami. Jestem przecież "ich", "swoja". Zawsze cieszy mnie, gdy widzę w młodym człowieku dumę z powodu bycia prawosławnym.

Kiedy zaczynałam swoją własną edukację szkolną, w pierwszym zeszycie do religii, rodzice wpisali mi myśl, która jest ze mną do dnia dzisiejszego: "Być prawosławnym to przede wszystkim ogromny obowiązek. Trzeba być prawosławnym mądrze i bezkonfliktowo. Trzeba przede wszystkim wyjąć głowę z piasku i pokazać, że to, co się wyjęło - jest właśnie GŁOWĄ".

Tę "głowę" wyjmuję z piasku codziennie i tworzę tożsamość. Kim jestem? Jestem prawosławna, a pozostałe role zwyczajnie z tego wynikają. Do wyjmowania "głowy z piasku" zachęcam też swoich uczniów, niezależnie od wyznania. W życiu trzeba być "Kimś", aby nie zostać "nikim".

Dlatego też tak strasznie cieszy mnie fakt, że tworzy się felietonistyka prawosławna, że mamy swoje wydawnictwa, publikacje, wydarzenia, inicjatywy. Zawsze mi przykro, gdy docierają do mnie sygnały zazdrości w samym środowisku, wzajemnego obrażania się. "Trzeba być prawosławnym mądrze i bezkonfliktowo."W tworzeniu własnej tożsamości nikt nie jest dla nas zagrożeniem, a każde świadome udowadnianie, iż jesteśmy Kimś - stwarza innym możliwość podążania w dobrym kierunku.

__________________________________________________________________________________________________

Justyna Fiedorczuk - doktor nauk o zdrowiu, pedagog i polonista. Pracuje jako nauczyciel języka polskiego w Zespole Szkół Technicznych i Ogólnokształcących z Oddziałami Integracyjnymi im. St. Staszica w Białymstoku oraz Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku (Studium Psychologii i Filozofii Człowieka)
Comments