Czytelnia‎ > ‎

Wilki w owczej skórze

opublikowane: 26 sty 2013, 05:43 przez Tamara Samsonowicz
 - Autor: Rafał Wawreniuk
 - Idąc jakiś czas temu jedną z większych ateńskich ulic, zauważyłem dwóch starszych panów stojących w pobliżu jednego z domów studenckich w Atenach. Na pierwszy rzut oka nie wydało mi się to niczym dziwnym. Tutaj, szczególnie starsi ludzie, bardzo często przystają na chodnikach i zaczynają ze sobą dyskutować. A tematów do rozmowy mają zawsze co niemiara. Taka specyfika południowych narodów – można by rzecz – bowiem często spotykam się z takimi sytuacjami, czy to na ulicy, czy też w środkach komunikacji miejskiej.

Niemniej jednak, ci dwaj panowie mieli w rękach jakieś gazetki. Stopniowo, przybliżając się do nich, zauważyłem napis na jednej z nich: Skopia. Na początku nie skojarzyłem sobie tego słowa z niczym, poza prostym punktem widzenia. Dopiero po chwili pomyślałem, że to greckie słowo ma kilka znaczeń, a jednym z nich jest także strażnica

No tak, skąd ja to znam – pomyślałem. Czyżby to było czasopismo zwiastujące Królestwo Jehowy? Już nie miałem ani krzty wątpliwości. Wszystko pasowało jak ulał: centrum miasta, bliskość akademika, starsi panowie zaczepiający przechodniów i rozdający gazetkę, wygłaszający hasła typu: przebudźcie się… Najwidoczniej w Helladzie przyjęto taką taktykę nawracania na prawidłową ścieżkę życia. W Polsce to się raczej chodzi po domach, puka do drzwi, grzecznie się przedstawia, pyta się, czy się nie przeszkadza, zachęca się do rozmowy, oczarowuje elokwencją, dobrymi manierami, nienagannym strojem, gracją, powabem; oczywiście, żadnego chamstwa, namolności, napraszania się – skądże znowu; po prostu pragnienie małej, krótkiej rozmowy o życiu, świecie, światopoglądzie, wreszcie, o Bogu.

Mnie ci dwaj panowie nie zaczepili. Pewnie dlatego, że akurat rozmawiali z jakąś inną osobą i na nią zapuścili swoje uprzejme oczęta. Niemniej, począłem rozważać od razu w swojej głowie, jak to jest, że nawet Greków owa sekta opętała. Ktoś się zapyta: A w czym Grek jest niby lepszy od innych? W zasadzie w niczym, ale jednak patrząc na całą cywilizację europejską, to jej korzenie sięgają tutaj; są to korzenie chrześcijańskie; Grecja zawsze pozostawała chrześcijańska, chociaż przez kilka stuleci jej ziemie były okupowane przez Imperium Osmańskie. Jednak tym, co scalało i jednało naród, była wspólna wiara, wiara prawosławna. I choć przez tyle lat propagandy islamskiej naród nie był może zbytnio oświecony i wyedukowany w wierze – o czym świadczą choćby żywot i pisma św. Kosmy Etolosa z XVIII w. – to raczej nie konwertował na islam.

A tutaj, proszę, wystarczyło kilkanaście lat wolności i lud począł szukać oświecenia w różnego rodzaju związkach wyznaniowych. Ba! W sektach! Poza tym, to nie chodzi tylko konkretnie o Świadków Jehowy, bowiem jakieś 500 metrów dalej od miejsca, w którym stali bohaterzy owego felietonu, mieści się siedziba scjentologów – kolejnej zbawiennej i dającej szczęście instytucji rodem z krainy ciemności.

Nasuwa się pewna refleksja: dlaczego ludzie, szczególnie prawosławni, poszukują szczęścia i zbawienia w jakichś sektach? Co ich właściwie do tego skłania? Mając jak na przysłowiowej patelni podane wszystkie elementy i składniki potrzebne ku temu, ażeby żyć tak, aby się zbawić. Ktoś powie, że winni temu zjawisku są sami ludzie, gdyż to naiwność i głupota kieruje ich ku sektom; czasami pieniądze, innym razem omamienie przez znajomego, kolegę ze szkolnej ławki, rodzonego brata… Antyklerykał odrzekłby, że winni są księża, gdyż to na nich spoczywa odpowiedzialność za Bożą owczarnię, to oni powinni się troszczyć o lud Boży, wreszcie, to oni mają obowiązek tak nauczać ludzi, aby ci nie mieli żadnej wątpliwości, że Prawda znajduje się w Cerkwi i nie należy Jej szukać na zewnątrz.

W zasadzie każde z powyższych stanowisk ma odbicie w rzeczywistości. Chociaż, moim zdaniem, główną przyczyną jest utrata łączności z Tradycją i nauczaniem Cerkwi. Przychodzi mi na myśl pewne wydarzenie, które opisuje, bodajże, św. Grzegorz Teolog. Skarży się on, że nie może kupić na targu warzywnym przysłowiowego pomidora, bowiem sprzedawczyni nie zgadza się z jego poglądami dotyczącymi osoby Jezusa Chrystusa! O czym świadczy przywołany przeze mnie fakt? A no, o tym, że kiedyś ludzie żyli teologią, żyli Cerkwią, żyli swoimi przekonaniami, niech i błędnymi – jak owej sprzedawczyni – ale ukazywali swoim życiem całkowite oddanie i przywiązanie do Boga; do Boga, w którego wszyscy wierzyli.

A dzisiaj? Od jakiegoś czasu można spotkać się, także w mainstreamowych mediach, z przekonaniem – cytując klasyka – że Bóg umarł. Jakaż naiwność rodu ludzkiego! I w tym momencie wkraczają na jałowe pole wiary różnego rodzaju sekty. Ich przedstawiciele przymilają się, ukazują ich zbawienne nauczanie, obiecują upominki, nie wymagają nawet zbyt wiele od swoich ofiar, byle jedynie przeszły do ich świata.

W tym momencie nasuwają się na myśl słowa Chrystusa, aby strzec się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami (Mt 7, 15). A jednak, tak często o tym zapominamy i dajemy się złapać w sieci tych pozornie miłych, potulnych owieczek, które dopiero po pewnym czasie ukazują swoje rzeczywiste, wilcze oblicze.

Rafał Wawreniuk, absolwent teologii i pedagogiki na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Obecnie kontynuuje naukę na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Ateńskim. Współpracownik serwisu Cerkiew.pl. Prowadzi autorskiego bloga. Dociekliwy w poznawaniu otaczającego świata, pasjonat zagadnień związanych z historią myśli ekonomicznej i politycznej. Miłośnik podróży, dobrego towarzystwa, nie pogardzi także dobrą książką.
Comments